30.06.2022

Kwestia wyboru [GaaIno] dla dirtyplasmy

Nie dość, że zakradł się na obce terytorium, to jeszcze nie zauważył jej przybycia. Co za obrzydliwy buc. 


Odkąd Ino pamiętała, zawsze chciała zostać policjantką. Już jako dziecko mówiono jej, że potrafi wpływać na ludzi w wyjątkowy sposób. Zupełnie, jakby wkradała się do ich umysłów i brała sobie z ich wspomnień wszystko, czego tylko zapragnie. Była przy tym dociekliwa, łasa na wszelkie ploteczki krążące po mieście, a gdy sytuacja tego wymagała, potrafiła również postawić na swoim i solidnie krzyknąć. 

Nie lubiła, gdy coś szło nie po jej myśli, oj nie. Jej współlokatorka Sakura, doskonale o tym wiedziała. Yamanaka zawsze starała się mieć plan i zazwyczaj silnie się go trzymała. Paradoksalnie ceniła sobie także samotność, obejmującą określone godziny oraz pracę w pojedynkę. Odnosiła wrażenie, że jej bystry umysł jeszcze bardziej się wówczas wyostrza.

Jakie więc było jej zaskoczenie, gdy przychodząc do swojego osobistego gabinetu pewnego ranka, z dwoma energetykami w rękach, natrafiła tam na intruza. 

Był dość wysoki. Miał nastroszone czerwone włosy oraz jasne oczy, pod którymi widniały dość spore sińce, zupełnie jakby w ogóle nie sypiał. Co jeszcze bardziej osobliwe, na czole dostrzegła tatuaż oznaczający "miłość". Nosił długi piaskowo bordowy płaszcz, a w dłoniach co chwilę przesypywał piasek, bawiąc się małą klepsydrą. Bezpardonowo opierał dupsko o jej święte biurko, sprawiając przy tym wrażenie, jakby znajdował się myślami w zupełnie w innym wymiarze. 

Nie dość, że zakradł się na obce terytorium, to jeszcze nie zauważył jej przybycia. Co za obrzydliwy buc. 

— Masz piasek na butach – usłyszała niski, obojętny ton. Aż zadrżała. Jakim cudem, to zauważył? Przecież nie spojrzał nawet w dół. — Otrzep je, jeśli nie chcesz nasyfić. 

— Słucham?! – warknęła, ściskając energetyki nieco zbyt mocno. — Wypierdalaj z mojego gabinetu. Nie byłam dzisiaj z nikim umówiona! 

Wyraz jego oczu nie zmienił się. W ich głębi kryło się coś drapieżnego i lodowatego. Zamiast tego wstał, odpychając się lekko rękami od biurka. Mimo to mebel zaskrzypiał. 

Ino uznała, że jeszcze jeden ruch, a wyjdzie z siebie. Nie chciała nawet na niego patrzeć. 

— Jestem prywatnym detektywem wynajętym przez klan Hyuuga. Gaara no Sabaku – przestawił się, aczkolwiek nic w jego postawie nie wskazywało, że ma zamiar podać jej rękę. 

Poza tym dłonie miała zajęte przez dwa energetyki. Kiedy to zrozumiała, szybko podeszła do biurka z drugiej strony, żeby je odstawić. Głośny stukot puszek, dotarł do uszu zdecydowanie intensywniej niż by sobie tego życzyła. 

— Słuchaj, no Sabaku – odezwała się butnie, mierząc w jego pierś. – Nie obchodzi mnie kim jesteś. Włamałeś się do prywatnego biura i tym samym popełniłeś przestępstwo.

Spojrzał na nią wyraźnie spokojny, najwyraźniej gotowy posłuchać całego monologu. Jakkolwiek długi by on nie był. 

Tym spokojem doprowadzał Ino do szału. Ona sama nie umiała być często wyciszona. Wiedziała też doskonale, że na opanowanych osobników milion razy ciężej wpłynąć i zmusić do zeznań. Mimo wszystko odetchnęła głęboko. 

— Po co detektyw? – spytała, siadając ciężko na mocno wysłużonym krześle, które gdzieniegdzie nie miało już wypełnienia. – Doskonale sobie radzę. 

Cały czas podążał za nią wzrokiem. Bez ustanku ją oceniał. Pożerał zmęczonymi, mętnymi oczyma niczym kawał apetycznego mięsa. Chciała żeby jak najszybciej stąd wyszedł i już nigdy nie wracał. Czuła mimo wszystko w kościach, że klamka zapadła w momencie, gdy tylko go dostrzegła. 

— Hyuuga nie są zadowoleni z postępów policji w sprawie zabójstwa ich krewnej. To chyba oczywiste. Zresztą… czego się spodziewać po policjantce, która chowa zapasowe klucze pod doniczką paprotki. 

Znów ją zaskoczył. Przed gabinetem miała istną dżunglę z mnóstwem roślin. Zawsze je lubiła. A paprotka o której mówił, znajdowała się w wyjątkowo niewygodnym miejscu, który wymuszał małe "przemeblowanie" kwiatków na korytarzu. Ponadto zrobiła specjalną wąską skrytkę na te klucze. Tylko gdy człowiek się dokładnie przyjrzał po podniesieniu paprotki, mógł dostrzec cieniutkie pęknięcie. 

— Mamy lepkie rączki, co? – uniosła jedną brew, patrząc na niego wyzywająco. 

— Taki zawód – wzruszył ramionami. — Jeśli odpowiednio się zapłaci, zrobię wszystko. 

— Mów co wiesz – westchnęła ciężko. — Miejmy to już za sobą. 

— Nie masz krzesła, więc pozwól, że… – cofnął się wymownie, najwyraźniej znów nosząc się z zamiarem usadzenia pośladów tam gdzie nie powinien. 

Starając się zachować balans emocjonalny, powstrzymała przybysza dłonią, po czym wstała szybko. Jej długie i gęste blond włosy zatańczyły w powietrzu, a na poszczególnych kosmykach zajaśniało słońce. Idąc w stronę składzika, obejrzała się dyskretnie za siebie. Wydawał się lekko zaskoczony.

To dobrze. Wreszcie przez tą twardą skorupę przebiły się jakieś emocje. Odetchnęła z ulgą. 

— Rzadko miewam gości w gabinecie – powiedziała, podkreślać przesadnie słowo "goście". — Ale zaraz wyjmę Ci krzesło. Wybacz, że nie zaproponuję kawy, ale nie pijam. Herbaty też nie. Woda albo energetyk. 

— Nigdy nie piję, będąc u kogoś. Może być zatrute – usłyszała po drugiej stronie pokoju całkiem poważny ton. 

Nie dało się powstrzymać rozbawienia. Delikatny, melodyjny śmiech, wypełnił pomieszczenie. Niosąc składane krzesło w jednej ręce, drugą zasłoniła usta.

— Ta? Aż taka z ciebie szycha, paniczu? – wyraźnie kupiła. — Ja w ogóle cię nie znam, a uwierz, kojarzę większość ludzi twojego pokroju.

— Mam wielu wrogów – zaczął, siadając na krześle, który mu podała. — Poza tym nie jestem stąd. Przyjechałem z daleka. Dokładniej z Pustyni.

Rozszerzyła usta w niemym zaskoczeniu. Pustynia była daleko od miasteczka. Nazywali tak obszar kraju, który w głowie malutkiej Ino urósł niemal do rangi legendy. Prawie nikt tam nie mieszkał, nie było praktycznie żadnej roślinności, a "cywilizowani" powtarzali od lat, żeby wystrzegać się ludzi z tamtych terenów. Chore pojeby. Dzikusy. Psychopaci. Życie toczyło się kompletnie inaczej w najdalej położonym zakątku Kraju Ognia. Właściwie teren ten był tak bardzo wysunięty, że choć na papierze znajdował się w Ogniu, potocznie wszyscy uznawali go za teren Kraju Wiatru. Ino nigdy nie zapuściła się tak daleko w świat, mimo że dobiegała nieuchronnie do czterdziestki. 

— No dobra, robi się poważnie – zawyrokowała, uderzając ręką w stół. — Śpiewaj wszystko co powiedzieli ci Hyuuga i czego sam się dowiedziałeś. Jak na spowiedzi. 

Spojrzał na nią spod ukosa, a na jego ustach wykwitł porozumiewawczy uśmieszek. Z pewnością dostrzegł, jakie wrażenie zrobiło na policjantce jego pochodzenie, a przy tym doceniał jej stanowczość. 

Choć Ino w głębi siebie czuła, że robi dobrą minę do złej gry. 

— Ayame Hyuuga – zaczął, patrząc Yamanace głęboko w oczy. — Lat osiemnaście. Uczennica ostatniej klasy liceum. Jedynego w Konoha tak swoją drogą. Ostatni raz widziana trzy tygodnie temu w sobotę o godzinie dwudziestej przez własnych rodziców. Powiedziała, że kładzie się spać. Na drugi dzień rodzice odkryli jednak, że wcale się nie położyła. Ciało znaleziono w niedzielę w okolicach południa we wcześniej wspomnianym liceum. Poderżnięte gardło. Rana bardzo czysta i prosta. Mało krwi i co najdziwniejsze zero śladów walki. Ubrania w całości. Zero połamanych paznokci czy siniaków. Denatka leżała na trzecim piętrze przy szkolnych szafkach. Można by podejrzewać samobójstwo, gdyby nie fakt, że nie da się samodzielnie zrobić tego typu cięcia. Nie znaleziono żadnych poszlak, żadnych śladów, a odcinków palców czy wzorów butów jest zbyt wiele, żeby cokolwiek sensownego z tego wyczytać. Jakby nie było na co dzień do placówki uczęszcza blisko 500 osób. Uczniów, nauczycieli oraz innych pracowników. Kamery zostały uszkodzone i wyłączone. Nic na nich nie zarejestrowano. Świadków też brakuje. Najpewniej więc wszystko stało się w nocy z soboty na niedzielę. 

Ino pokiwała głową z podziwem, popijając energetyka. Nie potrafiła bez tego żyć. Ani tym bardziej myśleć logicznie. Już na tym etapie, nadchodziło pobudzanie i powolutku, minuta za minutą uruchamiało jej ADHD. 

— Wiem, że wynajęli cię Hyuuga, ale siłą rzeczy, nie dasz rady zająć się tylko tym – zaczęła, nie potrafiąc opanować smutku w głosie. 

— W pobliżu Ayame Hyuugi znaleziono trzy inne ciała – dopowiedział Gaara, patrząc na nią wyczekująco. 

Pokiwała głową ze smutkiem. Odetchnęła ciężko. Konoha była małą miejscowością i wszyscy się tu znali. Mimo wszystko jak na niewielki teren dość prężnie się rozwijała. Mieszkało w niej wiele bogatych rodzin z sukcesami. Niektóre z nich otworzyły tak znamienite biznesy, że kazali nazywać się klanami. 

— Poza nią zginęli również Himawari Aburame, Teuchi Akimichi oraz Katsuke Uchiha – poinformowała Ino, czując, jak coś po raz kolejny ściska jej serce. To byli krewni ludzi jej znanych. Często bliskich. 

— W dokładnie ten sam sposób. Zero śladów walki. Siniaków. Połamanych paznokci. Podartych ubrań. Cięcia tchawicy szybkie i precyzyjne – po raz kolejny dokończył Gaara, wywołując w kobiecie coś na kształt podziwu. Złączył ze sobą palce obu dłoni, w taki sposób, że utworzyły kształt piramidy. Miniaturowa klepsydra którą bawił się wcześniej, spoczęła na biurku. Piasek dawano się przesypał. 

Nie wiedzieć czemu, małe ustrojstwo wywołało w niej uczucie dyskomfortu. Tym bardziej, kiedy dowiedziała się skąd pochodzi detektyw. Zaczęła wiercić się lekko na krześle. 

— Jak rozumiem byłeś już na miejscu zbrodni i szukałeś poszlak.

— Dostałem pozwolenie. Właściwie wszystko już załatwiłem. Możemy pracować wspólnie. Mam tu stosowną dokumentację, jeśli nie wierzysz – powiedział, wyjmując jednocześnie zwinięty świstek z wewnętrznej kieszeni płaszcza. 

Wzięła go zniecierpliwiona, prawie rozrywając dokument na pół. Pieczątki wraz z podpisami były zbyt znajome, żeby okazały się fałszywkami. 

— Czemu nikt mnie nie powiadomił? – fuknęła zirytowana. — Przecież to jest tak ważne, żeby…  – urwała, biorąc telefon do ręki. 

Ujrzała dziesięć nieodebranych połączeń od przełożonego. Wyciszyła przecież dzwonki. 

— Aha. Super – powiedziała pod nosem, uderzając się w sam środek czoła. 

Gaara siedział dalej naprzeciwko niej. Stateczny. Zimny. Zamyślony w bardzo specyficzny sposób. Była pewna, że nie spotkała wcześniej nikogo takiego. Jednocześnie w tym całym opanowaniu, czuła podskórnie, że byłby zdolny do uczynienia jej ogromnej krzywdy, gdyby tylko chciał. Był w końcu człowiekiem Pustyni, a to nigdy nie pozostawało bez znaczenia. Nie dla Konohy. 


***

Ino lubiła przebywać z ludźmi na co dzień. Była dość towarzyską i gadatliwą kobietą. Zresztą nikt nigdy nie miał jej tego za złe. A mimo to, gdy spotkała się z detektywem, czuła się wyjątkowo dziwnie i najzwyczajniej w świecie nie potrafiła go zaakceptować.

Zdawał się mieć jakąś dziwną manię na punkcie piasku i gdy milczeli, każde zajęte własnymi przemyśleniami, ciągle przesypywał piasek w klepsydrze, przekładając ją z ręki do ręki. Gdy go o to zapytała, powiedział jedynie, że czuje więź z tym tworem i pozwala mu się skupić. Ponadto do jej biura i na wszelkie oględziny przychodził tylko z bidonem własnoręcznie ugotowanej wody. Często odpowiadał monosylabami, bo po co więcej. Jakby tego było mało wiele czynności lubił powtarzać po kilka razy. Tłumaczył, że musi dokładnie sprawdzić, czy niczego nie przegapił. Ino zaczęła podejrzewać u swojego kompana autyzm. Do tego wszystkiego nie potrafił jeździć autem, co kobieta przyjęła z wielkim szokiem na twarzy. 

— To czym tu przyjechałeś? – spojrzała na niego z ukosa, wiążąc przy okazji włosy w gruby i długi kucyk. 

— Są pociągi – wzruszył ramionami. — Z Pustyni do Konohy to tylko dwadzieścia godzin. Teraz mieszkam w jednym z pokoi pracowniczych przy dworcu. Wszystko opłaca mi rodzina Hyuuga. 

— A ten… tatuaż to co? Przegrany zakład? 

— Pamiątka po zmarłej matce. 

I masz. Ino znów poczuła się nieswojo. Zła w głębi duszy na siebie. Na niego w sumie trochę też. Dziwak pieprzony. 

— Rozumiem. Mi zmarł ojciec. Na pamiątkę po nim mam kolczyk w uchu – poinformowała mimo gotujących się w niej emocji. Następnie wskazała delikatnie palcem na małe, proste kółeczko. 

Gaara powoli pokiwał głową. Mogła przysiąc, że widzi na mrugnięcie okiem, jak kąciki jego ust lekko drżą.

— Ładne.

— Twój tatuaż jest za to trochę… niecodzienny. 

— Musiałem to zrobić – oznajmił wstając. 

Często zostawiał ją bez wyczerpujących odpowiedzi, a ona mimo swojej natury plotkary, bała się dopytywać o cokolwiek tego człowieka. Wywoływał u niej specyficzne ciarki na plecach. Raz było jej zimno, a kiedy indziej gorąco. A może to po prostu menopauza? Często zadawała sobie to pytanie, kładąc się w nocy do łóżka, o godzinach, w których Sakura przewracała się już na drugi bok. Ino często parskała wtedy śmiechem i zasypiała z uśmiechem na ustach. 

Tak czy siak między nią a Gaarą bywało różnie. Raz denerwował ją mniej raz bardziej, ale ciągnęła się za nim pewna aura niedorzeczności. 

Pewnego razu wparowała do gabinetu. Miała przy sobie kilka pękatych kopert oraz niewielki segregator z dokumentami do przeczytania. Musiała je koniecznie pokazać detektywi. Mimo niechęci, w jakiś pokrętny sposób mu zaufała. Nie dzwoniła do Gaary. Zawsze znajdował się na miejscu szybciej od niej i  korzystał z zapasowego kluczyka w paprotce. Tym razem było tak samo. Siedział przy jej biurku, nogi skrzyżował w kostkach, a stopy w skórzanych butach oparł na blacie. 

Zagotowało się w niej ponownie. Czasem nawet głębokie wdechy już nie pomagały. Ani joga, na którą zdarzało się jej uczęszczać raz w tygodniu. Góra dwa. 


— Zapomniałeś chyba, że nie warto mnie wkurwiać! – krzyknęła od progu. — Mam broń i rośnie we mnie ogromna chęć, żeby cię zabić  – rzuciła rzeczy na biurko aż huknęło. Z satysfakcją zarejestrowała, że bok segregatora uderzył go w kostkę.

Natychmiast zdjął nogi, zaczynając skrupulatny masaż. Skrzywił się poirytowany i posłał jej spojrzenie bazyliszka. Biorąc pod uwagę, że bardzo często miał wory pod oczami, dodatkowo potęgowało to efekt grozy. 

— Przy każdej z czterech ofiar znaleziono kasetę. Cała czwórka miała je w plecakach. Ja każdej z nich jest to samo. Chyba nadszedł czas, żebyś to zobaczył. Chodź, trzy sale obok jest sala konferencyjna z odtwarzaczem kaset – wypluła z siebie w tempie karabinu maszynowego, każdy jej ruch powodował gwałtownie kołysanie się kucyka.

Gaara natychmiast odzyskał rezon, w pełni skupiając się na policjantce. Oczy miał uważne. 

— Są już wyniki sekcji zwłok? – zapytał, ostatni raz masując kostkę.

— Tak, ale… niczego nie wykazały. Żadne z dzieciaków nie miało w sobie trucizny ani środków odurzających. 

Gaara zrobił wielkie oczy, powoli wstając zza jej biurka. Rzadko go takim widziała. Wszystko w nim wyrażało konsternację. Tym razem płaszcz wisiał na haku w rogu pokoju, a on prezentował się całkiem przystojnie w białej koszuli oraz czarnym krawacie, mimo że ten trochę się przekrzywił. Kobieta miała ochotę go poprawić, coś ją jednak powstrzymało. Wszystkie mięśnie spięły się jednocześnie na tę myśl.

— To serio wygląda na wspólne samobójstwo – powiedział trochę ochrypłym głosem. — Ale skąd dzieciaki w ich wieku umiałyby ciąć w taki sposób?

— Ktoś musiał to zrobić za nich. Nie ma innej opcji – Ino przekrzywiła głowę na lewo, przygryzając policzek. Często pomagało jej to, gdy była zdenerwowana. — Chodź, nie mamy czasu. Może się wykażesz. 

Niemal biegła przez korytarz sprawiając, że prawie nie mógł jej dogonić. Nie wiedziała czy to z ciekawości, co takiego powie, może coś nowego zauważy. Istniała też szansa, że trzy energetyki, które wypiła przed pracą to jednak za dużo. A może wpływ miało jedno i drugie. 

Gdy w końcu usiedli przed dużym ekranem telewizora na kanapie, serce Ino wyskoczyło z piersi. No prawie. Nie cierpiała oglądać nagrania na tych kasetach, ale fakt, że tym razem miała przy sobie kompana, który mógł wnieść coś nowego, mocno podnosiła na duchu. 

Film zaczynał się bardzo wesołą, wręcz dziecięcą i skoczną muzyczką. Biorąc pod uwagę, co się ostatecznie stało, sam ten fakt wywoływał u policjantki ciarki na całym ciele. Obraz przedstawiał piękną, nasłonecznioną polanę. Całą jej powierzchnię zajmowały białe gołębie. Dookoła latały motyle oraz inne mniej bądź bardziej bzyczące owady. Ogólnie wszystko z początku wyglądało sielankowo. Obok polany płynęła niewielka, kręta rzeka. Była tak krystalicznie czysta, że można było bez trudu dostrzec pływające w niej ryby.

Nagle atmosfera jakby się zmieniła. Zerwał się silny wiatr. W ciągu kilku chwil rozpętała się wichura. Gołębie zerwały się do lotu. Nie wszystkie jednak odleciały. Część z nich okazała się spętana łańcuchami, były jakby przyszpilone do ziemi. Zaczęły krakać wrony.

Wtem, wciąż w akompaniamencie wesołej muzyczki, niebo nad polaną rozstąpiło się i na ziemię zstąpił anioł. Miał potężną posturę i jeszcze masywniejsze skrzydła. Jego twarz surowa, jakby wykuta z kamienia, patrzyła się karcąco na cały krajobraz dookoła. W dłoniach dzierżył śmiertelnie ostry miecz. Była to największa broń, jaką Ino w życiu widziała. Metal złowrogo odbijał promienie słońca. Ogromny huk przeszył powietrze. Ino spostrzegła kątem oka, że Gaara zasłania jedno ucho. Postać w tym czasie uniósła oręż niczym piórko i jednym zamaszystym ruchem odcięła głowy wszystkim wronom i gołębiom, które zostały na polanie. Czarna jucha zwierząt wzbiła się w powietrze, zatruwając je doszczętnie. Owady zaczęły opadać. Obraz wydawał się teraz ciemniejszy i duszny. Krople posoki splamiły kwiaty, doprowadzając natychmiast do ich wymarcia. Dalej, ściskając do rzeki, krew zatruła wszystkie ryby, które zaczęły masowo wypływać do góry brzuchem.

Piorun. Jeden. Drugi. Trzeci. Czwarty. Biły w ziemię z taką pomocą, jakby chciały przepołowić planetę. Ino raz za razem podskakiwała na siedzeniu. Anioł wbił miecz w ziemię. Mimo że zabił za jego pomocą wszystko co żyje, oboje widzieli na nim ledwie cztery stróżki krwi. Monstrum wróciło do nieba. Wszystko ucichło. Zamiast tego pojawiła się czarna plansza z napisem:


KAŻDY POWINIEN MIEĆ WYBÓR. WIESZ CO ROBIĆ. POCZEKAM. 


Napis zniknął. Ich uszy wypełnił dźwięk urywanego sygnału, taki sam jak w starym telewizorze, który Ino wciąż miała na strychu w domu rodzinnym. 

— Co sądzisz? – spytała, z początku nieśmiało. Powiedzenie czegokolwiek po tak groteskowym seansie, wydawało się czymś niestosownym i trudnym do wykonania. Tym bardziej, że telewizor ciągle piszczał.

— Kurwa. To chore. Nie chcę tego oglądać po raz kolejny. 

— Ja musiałam – pożaliła się. -– Widzisz coś szczególnego?

— Umrzemy za siedem dni? A może to dziedzic Slytherina jest gotów na otwarcie bramy?

Takie głupoty wypowiedziane poważnym i niskim głosem Gaary wywoływały zgrzyt w jej uszach. 

— Próbujesz rozluźnić atmosferę? – burknęła, czując, jak mężczyzna setny raz zaczyna podnosić jej ciśnienie. Nie miała najmniejszego nastroju do żartów. Oglądanie tego na okrągło w jakiś sposób skrzywiało psychikę.

— Zabójstwo na tle religijnym. Niestety dość typowa rzecz w kryminale. Znów komuś odjebało. Tylko że… 

— Co? 

— Czwórka oznacza śmierć w kulturze azjatyckiej. Ale ryby i białe gołębie, są bezpośrednim odwołaniem do chrześcijaństwa. Macie tu w Konoha jakiegoś religijnego świra? 

— Ktoś by się znalazł – mruknęła pod nosem, drapiąc się po brodzie.  — Będzie jazda. 



***

Zawsze czuła ekscytację przed wszelkimi przesłuchaniami. Nie wiedziała nigdy, co dokładnie ją czeka, ale kochała tę robotę, również z uwagi na nieprzewidywalność. Krąg ludzi mających jakieś zatargi z prawem w Konoha był stosunkowo niewielki, więc niemal wszystkie twarze widziała któryś raz z rzędu. Niemniej zawsze mówili coś nowego, więc w sumie zajęć jej nie brakowało. 

Nie musiała tym razem długo czekać. Do niewielkiego pomieszczenia w kształcie kwadratu, z obdrapanymi ścianami, gdzie na środku znajdował się tylko betonowy stół i dwa pomarańczowe krzesełka z plastiku, został wprowadzony podejrzany.

Jego twarz zdobił zawadiacki uśmieszek, a szare włosy, jak zwykle miał zaczesane do tyłu. Kiedy ją ujrzał, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Przez przerwę między białymi zębami, mogła dostrzec kolczyk w języku. Jego ramiona zdobiła dobrze dopasowana skórzana kurtka. Na nogach zaś nosił przetarte jeansy. 

— Królowo tego przybytku – zaczął. — Rozumiem, że masz do mnie wyjątkową słabość, ale to już przesada, żeby zarzucać mi takie ścierwo. 

— Co masz na myśli? – starała się przybrać obojętny wyraz twarzy. 

— Ja z psami nie gadam. Ale twoi koledzy powiedzieli mi, o co chodzi. Od razu cię poinformuję, że mnie w tym momencie obrażasz – fuknął, krzyżując ręce na piersi. 

— Hidan, Hidan. Doprawdy, mógłbyś przestać sprawiać problemy.

— Kiedy tym razem to naprawdę ja. Na co mi takie dzieciaki? Jashin woli starsze. I tylko kobiety.

Ino ponad wszystko starała się po tym szczerym wyznaniu, nie wystrzelić brwi ku górze. Musiała pozostać profesjonalna. Przynajmniej na tyle na ile się dało przy kimś takim jak Hidan. Był spisywany za drobne rabunki. Do tego kilka bójek. Mimo wielu wykroczeń nigdy nie tracił pogody ducha. Wszyscy kojarzyli też jego słabość do religii. Może to niezbyt moralne, lecz Ino nie umiała o nim myśleć bez choćby cienkiej nici sympatii. 

— Interesowałeś się kiedyś chrześcijaństwem? – zapytała, zaplatając ręce pod brodą i wbijając w niego świdrujące spojrzenie.

Cisza jaka zapadła po tym pytaniu, mogłaby wydawać się wyjątkowo niezręczna. Dobrze, że nie byli na randce. Hidan wbił w nią zszokowane spojrzenie i wyglądał, jakby walczył z zaśmianiem się jej w twarz.

— Z byka spadłaś – zawyrokował.  — To byłaby obraza dla Jashina. Święty nie jestem, ale nie zabijam osiemnastolatków. 

— Znałeś ofiary? 

— A kto ich nie znał? Przecież wszyscy wywodzą się z czterech wielkich klanów. Dzięki nim ta zapyziała dziura w ogóle zipie. Ja tam im wdzięczny jestem, przynajmniej mam zapewnioną pracę.

— Co robiłeś w nocy z soboty na niedzielę, kiedy doszło do zabójstwa? 

— Pracowałem – odpadł bez najmniejszego zastanowienia. — Obecnie dorabiam sobie w restauracji jako pomoc kuchenna. Możesz spytać starego Akimichiego. Chouza na pewno potwierdzi moje alibi. Mogę ci nawet przynieść paragon – zaśmiał się pod nosem. 

Chciała uderzyć się ręką w czoło. Nagle poczuła się dziwnie zmęczona, a obraz przed oczami lekko się zamazał. 

— W takim razie, kiedy wracałeś późną nocą z pracy, to niczego nie słyszałeś? 

Zastanowił się i zawiesił wzrok gdzieś w oddali, ale trwało to mimo wszystko wyłącznie chwilę. 

— Nie jestem frajerem. Rozumie królowa. Ale sobotnia noc jak to sobotnia noc. Przechodzę obok szkoły zawsze, kiedy wracam do domu. I jakby to rzec… ktoś się ruchał w tamtych krzakach. 

— Kojarzysz może kto? 

— Bez przesady. Nikomu się w dupę nie wpatrywałem. Wręcz przeciwieństwie. Zacząłem iść szybciej. 

— Utrzymywałeś może bliższe kontakty z którymś z nich? 

— Nie. Nie mam o czym gadać z takimi małolatami. Choć przyznam szczerze, żeby nie było. Teuchiego widywałem do czasu śmierci codziennie w robocie. Też pomagał w biznesie – wyznał z ręką na sercu. — Spoko dzieciak, ale to by było na tyle. 

— Pamiętaj Hidan. Mam cię na oku – ostrzegła ostro. 

— Oj, już nie przesadzaj – westchnął. — Zrehabilitowałem się już dawno temu. Zamiast mi grozić, mogłabyś zgodzić się pójść wspólnie na energetyka. 

— Wypieprzaj za drzwi. Byle szybko, dopóki moja głowa jeszcze nie wybuchła od migreny.

Tak naprawdę to lubiła Hidana bardziej niż powinna, ale było to na tyle naiwne, głupie i szalone w całym swoim zamyśle, że już będąc bardzo młodą dziewczyną, doczepiła do tej relacji permanentną plakietkę szczeniackiej fascynacji. Nie lubiła utrudniać sobie życia. 

Czy wierzyła, że mógł faktycznie zabić tych licealistów? Ojciec, gdy jeszcze sam pracował w policji, tłukł jej do łba, że wszystko jest możliwe. Ale ona jakoś… nie brała go pod uwagę. Może trochę dziwny. Ciutkę fanatyczny. Jednocześnie jednak zbyt leniwy.

Chociaż… 

Nie. Wolała go odrzucić. 



***

Poza kasetą, a właściwie czterema kasetami, na których znajdował się jeden i ten sam film, Ino pokazała swojemu współpracownikowi dodatkowo zdjęcia z miejsca zbrodni, zrobione natychmiast po przyjeździe służb. Patrzenie na grupę wyrżniętych nastolatków nie było niczym przyjemnym, jednak praca tego wymagała. Kobieta mimo sporego stażu, dalej czuła mdłości albo słabość patrząc na niektóre dowody. Nierzadko też atakował ją po prostu smutek, choć pracując na takim, a nie innym stanowisku budowała i umacniała w sobie przekonanie, że oddaje wszystkim ofiarom należną sprawiedliwość oraz szacunek. Takie podejście koiło jej nerwy i czyniło trochę twardszą. 

Na Gaarze jednak nie robiło to wrażenia. Odkąd przeglądał dokumentację, co jakiś czas zerkała na niego ciekawsko, lecz  oblicze detektywa nie wyrażało kompletnie niczego. Jasne oczy, w sumie podobne trochę do jej własnych, sunęły po zdjęciach wolno i metodycznie. Zupełnie jakby mógł je rozszyfrowywać piksel po pikselu. Z początku wyjątkowo ją to wkurzało. Nie miała cierpliwości. Teraz jednak dzielnie zaciskała zęby, udając, że czyści półkę z aktami. 

— Poza motywem religijnym mamy chyba jeszcze miłosny – powiedział opanowanym i pewnym siebie głosem.

— Co takiego? – spytała zszokowana, czując momentalnie jak krew buzuje jej w żyłach. A specjalnie wypiła dzisiaj mniej energetyków, widząc, że mają się wybrać wspólnie na oględziny szkoły. — Coś ty tam zobaczył? 

— Każde z nich jest oparte jest o którąś z szafek. Na wszystkich czterech znalazłem maleńkie serce. Tylko są poukrywane. Zobacz. 

— Nie widzę. 

— No tutaj. 

Dopiero kiedy centralnie pokazał palcem, mogła to ujrzeć. Inaczej nie dawała rady. Ostatecznie była w takim szoku,  że zakręciło się jej lekko w głowie. To coś niesamowitego. Nikt poza Gaarą tego nie dostrzegł. 

— Dobry wzrok – pochwaliła szczerze. — To wszystko… jest strasznie dziwne. 

— Wzrok przydaje się na Pustyni. A co do dziwności tej sprawy. Jeśli chcesz znać moje zdanie, większość zabójstw nie ma absolutnie żadnego sensu. Chwilowy impuls. Zaćmienie umysłu. I cyk. Nie ma człowieka. To policjanci oraz detektywi uwielbiają do tego wszystkiego dorabiać ozdobniki. 

— Co masz dokładnie na myśli? 

— Że ktoś te serca równie dobrze mógł narysować kompletnie dla jaj. Skoro już zabił, to co za różnica? 

— Sam przed chwilą wspomniałeś o motywie miłosnym. 

— Tego nigdy sprawdzić nie zaszkodzi. Dopóki sprawca się nie znajdzie, musimy grzebać we wszystkim. 

Nie sposób się było nie zgodzić. Zebrali się najszybciej jak to możliwe i zapakowali do auta, żeby wspólnie jeszcze raz sprawdzić teren szkoły. Oczywiście musieli korzystać z  samochodu Ino i to ona prowadziła, gdyż jaśnie pan nie miał prawa jazdy. Kobieta nie raczyła o tym zapomnieć. 

Szkoła w Konoha nie była duża. Stanowiła zaledwie jeden budynek podzielony na cztery poziomy. Należało do niej przylegające boisko do koszykówki. Tyle. Co ciekawe cały przedni teren placówki wyłożony był piaskiem, a do poszczególnych punktów prowadziły niewielkie udeptane chodniczki. Ino do dziś mimo wielu minionych lat, zastanawiała się po cholerę to jest tak zrobione, akceptując jednocześnie, że Konoha zawsze miała własną wizję świata. 

Ledwo wysiedli, a Ino usłyszała…. właściwie nic, choć przecież powinien docierać do niej dźwięk kroków za plecami. Bała się odwrócić z tego powodów. Nawet urwała opowiadanie o szkole. 

— Piasek został już przeszukany przez specjalistów. Zresztą nie masz odpowiedniego sprzętu – przewróciła oczami, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. 

Gaara jakby nigdy nic klęknął na piasku koło wyznaczonej ścieżki i zaczął przesypywać go między palcami. Gdzieniegdzie robił maleńki dołek, żeby zaraz obok tworzyć coś na kształt niewielkiej górki. Niektóre fragmenty za to kompletnie ignorował. Minęła chwila, a cały jego wyjściowy strój łącznie z butami tonęły w piasku. 

Rozejrzała się niespokojnie dookoła. Tak naprawdę nie chciała, żeby zwracali na siebie uwagę, ale oczywiście jego ekscentryzm musiał ujawnić się w najmniej pożądanym do tego momencie. Chwała Bogu, póki co nikogo nie wykryła w zasięgu wzroku. Ludzie siedzieli zapewne w pracy. 

Tak samo jak oni swoje.  Ino nie mogła jednak zrozumieć co się właśnie dzieje i szczerze powiedziawszy, nie wyglądało to na oględziny szanowanego detektywa na służbie. 

— Chcę wiedzieć, co ty robisz, czy lepiej mi będzie bez tej wiedzy? 

— Piasek to ziemia, a ona zawsze ma pełno rzeczy do powiedzenia. 

— Nie ma szans, żebyś coś znalazł. 

— Człowiek słabej wiary. Czemu mnie to nie dziwi – zawyrokował. Nie zaszczycił jej nawet przelotnym spojrzeniem, wciąż skupiony na przeczesywaniu terenu gołymi rękami. 

— Ktoś tu lubił piaskownicę będąc dzieckiem – westchnęła, wygładzając rękami policyjny mundur. 

— To chyba oczywiste. A ty nie lubiłaś? Jeśli tak się sprawy mają, to nie wiem czy mogę ci ufać – jego głos brzmiał śmiertelnie poważnie. 

Chcąc nie chcąc, a być może ze zwykłej ciekawości, została z nim do samego końca. Nie wiedząc dokładnie ile to trwało, ani dokąd zmierza, oparła się o filar budynku. Słońce zaczęło wisieć już wysoko na niebie paląc ją w twarz. 

— Jesteś wkurzający, mówił ci to ktoś kiedyś? – odezwała się po dłuższej chwili milczenia. 

— Wszyscy. Ale ty wcale nie jesteś lepsza. Daj mi się skupić.

Mogła się kłócić, lecz coraz mocniej prażące słońce ją od tego skutecznie odwiodło. W takiej sytuacji mógł pomóc tylko energetyk. Jak dobrze, że mimo wcześniejszej ostrożności wzięła ze sobą jeden. 

Czekała. 

— Zobacz co znalazłem – nagle, nie wiedząc jak, znalazł się przed nią z wyciągniętą dłonią.

Przeklęła w myślach. Musiała lekko przysnąć. 

Paragon z restauracji Akimichi. Jakiś kapsel od piwa i… kolczyk? O ile dwie pierwsze rzeczy nie przyciągnęły jej uwagi, tak biżuteria wydawała się szokująco wręcz znajoma. Wyglądało dokładnie jak to ustrojstwo, którym przebija się nos. Nie żeby była uprzedzona, ale charakterystycznie wydrążone rowki w metalu kojarzyły się jej wyłącznie z jedną osobą. Kiedy o niej pomyślała, ciarki przebiegły po plecach. 

Pain. 

Przez jakiś czas on i Hidan przyjaźnili się. Z czasem jednak jashinista uznał, że kolega posuwa się za daleko. Miał na koncie ciężkie pobicie. Był też oskarżony o gwałt, nie znaleziono jednak żadnych dowodów, więc musiał zostać wypuszczony. 

Podzieliła się tym spostrzeżeniem z Gaarą. Oboje doszli do wniosku, że trzeba będzie go przesłuchać. Z tą różnicą, że Yahiko był kimś, kogo Ino wręcz nie cierpiała.

Kiedy weszli do szkoły, nie znaleźli właściwie nic. Nie pomógł nawet fakt, że Gaara poświęcił się na swój własny sposób i raz wszedł między wystające rury, co Ino skwitowała głośnym śmiechem. Była święcie przekonana, że gdyby był w stanie wspiął by się po rynnie niczym Spiderman. Wszystko wydawało się jednak w jak najlepszym porządku.

Gaara był dziwakiem. Ale w sumie… nawet przystojnym i całkiem ciekawym. 


***

Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że za każdym razem, gdy widziała Paina ponownie miał coraz więcej tatuaży i kolczyków. Zaczynał przypominać swoistą mozaikę różnych styli. I choć nie dało się go lubić przez pokręcony charakter, prezentował się tak, że zawsze musiała się odwrócić. 

Teraz gdy siedział naprzeciwko niej, intensywnie czarna koszulka wyraziście kontrastowała z wręcz żarówiasto pomarańczowymi włosami. Swoją drogą wyżej wspomniane kudły prawie zlewały się z plastikowym krzesełkiem. Ponadto miał na sobie luźne spodenki moro do kolan i czarne adidasy. Tatuaże zdobyły wszystkie kończyny. Z kolei kolczyki skupiały się głównie w obrębie twarzy. 

— O cokolwiek mnie oskarżasz, nie gadam z psami. Nie składam żadnych zeznań i nic nie podpisuję. 

Za każdym razem, gdyby Ino dostawała pieniądze za usłyszenie tekstu "z psami nie gadam" byłaby już milionerką. Nauczyła się to jednak ignorować. 

— Zginęła czwórka licealistów. Nie obchodzi cię to w ogóle? 

— Myślisz, że to ja zrobiłem? – prychnął kpiąco, opierając jedną rękę na oparciu i krzyżując nogi w kostkach. — Mam ciekawsze zajęcia. 

— Na przykład jakie?

— Odmawiam składania zeznań. 

— Z takim podejściem, mogę zastosować wobec ciebie aresztowanie tymczasowe do czasu wyjaśnienia sprawy. 

Westchnął ciężko i wzniósł oczy ku niebu. 

— Może nie tak ostro, pani? – spytał wyraźnie znudzony. — Co tam na mnie znalazłaś? 

— Mam twój kolczyk. 

Yahiko zaśmiał się gardłowo, a wesołe ogniki w oczach nie wyrażały nic poza pogardą, którą do niej żywił. Zaczął się badawczo przyglądać swoim dłoniom, po czym niespodziewanie trzasnął nimi w stolik.

Przeklęła w duchu, że się wystraszyła. Na pewno zauważył to delikatne drgnięcie. 

— Dzięki pani. Mam ich setki. Jeden właśnie mi się zgubił. Milion ludzi przechodzi obok tej zasranej szkoły, a jeszcze więcej do niej chodziło przez te wszystkie lata. 

— Ty też tam byłeś?

— Jak ci powiem, że w nocy z soboty na niedzielę korzystałem w środku nocy tylko i wyłącznie z boiska do koszykówki, to mi uwierzysz? 

— A korzystałeś? – spojrzała na niego z błyskiem w oku i przygryzła policzek. 

— Odmawiam składania zeznań. 

To był długi i męczący dzień. Zresztą przy Painie nie spodziewała się niczego innego. Niemniej po trzech godzinach męczenia i podchodów… nie powiedział jej właściwie nic. Cóż, na niego urok Ino nigdy praktycznie nie działał. Już dawno się z tym pogodziła. Z rzeczy kompletnie nieistotnych wybąknął tylko, że pracuje weekendowo w firmie Aburame przy hodowli owadów karmowych. 


***

Praca policjanta nijak nie przypominała tych pasjonujących historii z książek. Przynajmniej w Konoha. Nie spadł jej z nieba złoty i niezawodny trop. Nie poznała tajemniczego człowieka, który wszystko by jej wyśpiewał. Nikt nie zadzwonił anonimowo na telefon, aby podyktować tajemniczy szyfr. Zamiast tego Ino zaczęła ogarniać frustracja. Piętrzył się przed nią stos papierów wymagających segregacji, a żar lał się z nieba. 

Zero tropów. Zero świadków. Zero niezbitych dowodów. Miała zamknąć Paina za zgubiony kolczyk? Dobre sobie. Wiadomo było od razu, że blefowała. 

W związku z odnalezionymi na szafkach serduszkami (były wymazane jakimś markerem permanentnym) postanowili z Gaarą przesłuchać ogromną liczbę uczniów w nadziei, że ktoś powie coś wreszcie mądrego. Może zmarłe osoby miały jakieś ciche sympatie?

Ino zaskoczyła się ostatecznym rezultatem. Po przesłuchaniu multum uczniów, zorientowała się, że wyżej wymienionej czwórki raczej nikt nie lubił. Co najwyżej niektórzy mieli do nich neutralne podejście. Byli wyrzutkami i wychodziło na to, że za wsparcie mieli tylko siebie. Zrobiło jej się smutno, gdy to zrozumiała. Sama była dość popularną dziewczyną w swoich najlepszych latach. No i była jeszcze Sakura, jej niezawodny kompan życiowy. Notorycznie mówiono o nich bananowcy. A stwierdzenie "klanowa czwórka" wymawiali z pogardą i niechęcią, podśmiechując się pod nosem. 

— Himawari śmierdziała owadami. Notorycznie jakiś się do niej przyczepiał. To obrzydliwie. Nigdy bym do niej nie poszła. Pewnie po chacie też jej owady łażą. 

— Katsuke był świtem. Wielki pan Uchiha, bogacz. Wiedziała pani, że wciągał jakieś prochy? Kiedyś tak mu odwaliło, że rozwalił kibel. 

— Teuchi? To ten grubas? Nie znam go. Praktycznie nigdy się nie odzywał. Już firanki w oknach są mniej przezroczyste. 

— Nie lubiłam wychodzić z Ayame. Zawsze, gdy ubierała sukienkę, widać jej było blizny. Lipa na maksa. Mówiła, że od kota, ale Hyuuga przecież mają tylko gołębie. 

Stwierdzić, że Ino była wyczerpana, to jak nic nie powiedzieć. Nie miała pojęcia ile już zajmuje się tą sprawą. Utknęli z Gaarą w martwym punkcie. Spotkania z rodzinami, długie rozmowy, oglądanie ich łez, bólu i rozgoryczenia wcale nie poprawiało i tak już wisielczego nastroju. Uchiha. Wielcy uczuć Uchiha błagali, żeby oddała im syna.

Czuła się bezużyteczna do granic możliwości. Zdarzało jej się płakać z tego powodu. Nawet czasami przy Gaarze. Wizerunek kogoś, kto nadaje się do służb mundurowych, pękł niczym bańka mydlana. W dupie z tym. Bała się jedynie, że ta sprawa pozostanie jedną z tysięcy na świecie, które mimo upływu lat wciąż są niewiadomymi. 

— Przyniosłem ci energetyka – usłyszała nad sobą spokojny głos. Z biegiem dni coraz bardziej się do niego przyzwyczajała i ostatecznie uznała za nawet przyjemny. 

— A ty znów zakradasz się niczym rasowy szpieg – posłała mu blady uśmiech, przyjmując z wdzięcznością podarunek. 

— Byłbym słabym detektywem w innym przypadku. Chociaż… patrząc na tę sprawę, zazwyczaj idzie mi trochę lepiej.

Zaśmiała się krótko, choć był to odgłos pozbawiony wesołości. Dominowała raczej gorycz. Zacisnęła palce na spodniach munduru. 

— Chcesz trochę, czy automat też sprzedaje truciznę? – spytała po czym wzięła spore dwa łyki. — Chyba będę żyć. 

Bez słowa wziął od niej puszkę, choć zrobił to dość niepewnie. Zaraz potem usiadł obok na kanapie w pokoju konferencyjnym. Rzadko kiedy ktoś tu przebywał, a przynajmniej było więcej siedzeń niż w gabinecie. 

— Jesteś dziwnym człowiekiem.

— A ty zrozpaczoną policjantką. Tak czy siak oboje mamy przejebane. 

Znów się zaśmiała. Tym razem bardziej szczerze. Spojrzała na niego. Musiała przyznać, że miał bardzo intrygujący profil. I nawet tatuaż na czole nie zgrzytał jej już tak bardzo jak na początku. Co ciekawe w ogóle nie zlewał się z czerwonymi włosami, choć miały bardzo zbliżony odcień. 

— Wymyśliłeś coś jeszcze odnośnie filmu? – spytała. Jeszcze chwila ciszy i pewnie by oszalała.

— Niewiele poza tym, że w całości mieści się symbolika wszystkich czterech rodzin. Wrony od Uchihów. Białe gołębie od Hyuuga. Kwiaty i owady to Aburame. Z kolei ryby mogą się kojarzyć z Akimichi. Nic nam to jednak mówi o sprawcy. 

Pokiwała głową w zrozumieniu. Wiedziała, że Gaara zapoznał się z całą dokumentacją. Wiedział, że Akimichi mieli sieć restauracji. Aburame prosperujące szklarnie i owady karmowe. Hyuuga hodowali gołębie, a przy tym zostali właścicielami kilku akademii walki. A Uchiha… cóż, cała ich działalność nawet dla Ino była tajemnicą. Wiedziała, że są współudziałowcami paru firm w okolicy, a dzięki lukreatywnej umowie z siecią elektrowni, ich kasa mnożyła się najszybciej ze wszystkim. W całym Konoha pełno latało kruków i wron. 

— Walić to wszystko – skrzywiła się, przechylając energetyk. 

— To nie ostatnia taka praca przed tobą, pani policjant. 

Wiedziała, że ma rację. Czuła się jednak mimo wszystko przytłoczona. W głowie tak często huczało, że zaczęła mieć problemy ze snem. Coraz częściej myliła się w papierach. I coraz rzadziej miała ochotę spotykać się z rodzinami ofiar. Choć ciężko było udawać, że nie widzi zawiedzionych spojrzeń Chojiego, Hinaty, Shino czy Sasuke. Ten ostatni był obecnie narzeczonym jej przyjaciółki, mimo to nie mieszkali razem. I jej dawną miłością. To szczególnie bolało. Widziała się z nim najczęściej i niemal codziennie pytał o postępy w sprawie. Sakura stawała w jej obronie. Ale to nie miało znaczenia, wszyscy cierpieli tak samo. 

Nagle w przypływie jakieś dziwnej desperacji zechciała przestać myśleć. Obudziła się w niej wściekłość. Marzyła, żeby ktoś zabrał od niej to wszystko. A wszechobecna duchota i gorąc totalnie przegrzały jej mózg. 

Skierowała twarz Gaary ku sobie, po czym bez zbędnych słów pocałowała go. Usta mężczyzny były zimne i lekko szorstkie. Zupełnie się tego nie spodziewał. Ino zauważyła jak napina wszystkie mięśnie. Trwało to jednak kilka sekund. Nie odepchnął jej. Wręcz przeciwnie, przyciągnął do siebie obejmując ramionami, jakby doskonale wiedział, że tego właśnie potrzebuje. 

Nie był to namiętny pocałunek dwójki gorszych, spragnionych kochanków. Całowali się długo, lecz spokojnie, nie spiesząc się donikąd. Ino bardzo chciała tego spokoju, skupienia na oddechu i powolnego doświadczenia chwili. Dłonie, które czuła na ramionach przyjemnie głaskały skórę, wywołując przyjemne dreszcze. Cały stres i napięcie odchodziło gest po geście, sekunda po sekundzie. 

— Nie wiem nawet czy masz kogoś – powiedziała wreszcie, patrząc prosto w jego oczy. 

— Nie mam – odparł. W jego głosie wychwyciła zaskoczoną nutę. 

— Przepraszam – odsunęła się. Nagle to co zrobiła, wydało się bezdennie głupie. — Sama nie wiem… 

— Nie musisz nic mówić. Takie rzeczy po prostu się zdarzają. Jesteśmy dorośli – położył rękę na jej dłoni, zaraz ją jednak zabrał. — Nie możesz się teraz załamać. 

Teraz zrobiło się trochę lżej.


***

Itachi Uchiha był przystojny, a przy tym  szarmancki. Roztaczał wokół siebie ogromny magnetyzm. Na dokładkę, i w przeciwieństwie do swojego brata Sasuke, zawsze kierował się optymizmem, przez co uśmiech nigdy nie opuszczał wciąż młodej twarzy mężczyzny. Niezależnie od tego, co akurat działo się w jego życiu. 

Ino go lubiła, zresztą miał taki charakter, że akceptowali go raczej wszyscy. Mimo że to Sasuke pozostawał jej małą sercową słabostką  z lat nastoletnich, nigdy nie przegapiła okazji, żeby zawiesić oko na dziedzicu fortuny Uchihów. Nie chodził co prawda na siłownie, ale ta drobna niedogodność sprawiała jedynie, że był troszkę mniej perfekcyjny. 

Kiedy wróciła do domu po kolejnym bezowocnym dniu w biurze, siedział akurat przy stole w kuchni i jakby nigdy nic  zajadał się lodami. W sumie często odwiedzał ich lokum. Konoha uznawała go od dawna za duszę towarzystwa.

— Hej, chcesz trochę lodów? –  przywitał ją, gdy ledwo przeszła przez próg mieszkania. — Sakura zrobiła. 

Miała dzisiaj kiepski dzień. Ledwo co zarejestrowała jego obecność w pobliżu. Nawet wesołe usposobienie Itachiego niezbyt poprawiło jej humor. Marzyła raczej o położeniu się we własnej sypialni naprzeciwko wiatraka. 

— Nie, dzięki – burknęła idąc ciężkim krokiem przez korytarz. — A gdzie jest Sakura? 

— Wyszła, nie wiem dokąd. Pewnie zaraz wróci. W taki upał nie da się funkcjonować na  zewnątrz. Aż dziw, że się jeszcze nie rozpuściłaś w tym mundurze. 

— Rozumiem – powiedziała i podrapała się po karku. Wszystkie mięśnie ją bolały. Zanosiło się na chorobę w niedalekiej przyszłości.

— Wciąż męczy cię jedno i to samo? – zapytał, a w jego głosie dostrzegła troskę. 

Nie chciała się mazać i dodatkowo robić z siebie ciepłej kluski, jednym z zabitych był przecież Katsuke, krewniak itachiego. Wymaganie od mężczyzny pocieszenia byłoby istnym kuriozum. Niewygodna, a przede wszystkim niestosowna sytuacja. 

— Cała czwórka jest teraz w zdecydowanie lepszym miejscu. Nie musisz się tak martwić. Choć z pewnością świadczy to o twoim wielkim sercu – pocieszał ją dalej, mimo że nic nie odpowiedziała.

Uśmiechnęła się do niego blado.

— Trzymasz się lepiej od nas wszystkich – zauważyła. — Jak ty to robisz? 

Przez moment wyglądał, jakby faktycznie się nad tym zastanawiał. Łyżka z lodami stanęła w połowie drogi do ust. Długi kucyk, w który zawsze związywał swoje włosy, zsunął się leniwie na lewę ramię. Dopiero wówczas zauważyła, że ma na sobie czarny podkoszulek oraz białe, sportowe spodenki. 

— Kwestia perspektywy – wzruszył lekko ramionami, powracając do pałaszowania lodów. Chyba truskawkowych. 

— Czy Katsuke… był szczęśliwy? – wypaliła nagle nie wiadomo skąd. Jakiś impuls w głowie kazał to zrobić. Zaraz zbeształa się za to w myślach, jednak zdecydowanie zbyt późno.

— Nie – odparł Itachi szybko, najwidoczniej nie widząc w tym nic niestosownego. — Żadne z nich podejrzewam nie było – dokończył, wpatrując się gdzieś w przestrzeń.— Bycie członkiem jednego z czterech klanów nie jest proste. 

— Tak właściwie, dlaczego? — zaciekawiła się, marszcząc brwi. Doszła do Itachiego niemal w podskokach i usiadła na krześle obok. 

Wbił w nią uważne spojrzenie. Przez moment odnosiła wrażenie, że lustruje ją od stóp do głów. Nie sądziła, że poczuje się niekomfortowo, a jednak w ciągu kilku chwil zapiekły ją policzki.

— Wybacz, ale nie sądzę, żebyś zrozumiała, mimo bycia inteligentną. Klany mają między sobą sprawy, o których wiedzą tylko one. W skrócie ujmując, to po prostu odpowiedzialność. Nie tylko za rodzinny biznes, ale całą siatkę.  Z pewnością wiesz, że trzymamy w rękach także większość tego miasta. 

Wiedziała. 

— Dzieciaki z takich rodzin nie są lubiane. Nie mają opcji zostać kimś innym. Ich los został przesądzony w momencie urodzenia. Niektórzy… nie, powiedziałbym nawet większość, po prostu sobie z tym nie radzi. 

— Ty radzisz sobie wyśmienicie –  zaprzeczyła zaskoczona.

Zaśmiał się, jakby opowiedziała jakiś wyjątkowo udany, oryginalny  kawał. Bardzo radośnie brzmiał. 

— Mam skłonności masochistyczne, przynajmniej zawsze tak powtarzała moja mama. Lubię przyjmować najcięższe misje, a co za tym idzie pasuje mi rola odpowiedzialnego.

 — Zbawiciel? – uśmiechnęła się delikatnie, nie mogąc oderwać od niego wzroku. 

— Aż tak bym nie przesadzał. Raczej zmęczony życiem dojrzały człowiek z głęboko wżartym poczuciem obowiązku.

O dno miseczki, w której jeszcze przed chwilą znajdowały się lody, stuknęła łyżeczka. Ino zmarszczyła brwi. Dźwięk wydał się jej strasznie nieprzyjemny. 

— Widzisz. Cały problem polega na tym, że każdy powinien mieć wybór.

Uśmiechnęła się tylko po to, aby zaraz nów zmarkotnieć. Jej wszystkie mięśnie spięły się niczym na komendę. Tyle razy… tyle razy, widziała tą kasetę, że samo rzucenie tego hasła gdzieś w przestrzeń wywoływało słabość. 

A jednak, coś jej nie pasowało.

Itachi z uśmiechem na ustach, powolnym krokiem skierował się do zlewu i zaczął myć naczynie po lodach. Przez pewien czas w pomieszczeniu wybrzmiewał wyłącznie szum wody. 

Ino oblał zimny pot. 

— Gdzie jest Sakura? – spytała, starając się, żeby głos jej nie zadrżał.

— Mówiłem ci, że nie wiem. Pewnie z moim bratem. Pamiętasz z pewnością, że planują ślub.

— Dlaczego w takim razie ty tu jesteś? – spytała, podchodząc do niego bliżej. – Czekałeś na mnie? 

Itachi powolnym ruchem wyprostował plecy. Zakręcił wodę w kranie. Zauważyła, że z jego kucyka uciekło kilka cienkich kosmyków. 

Szybko odwrócił się, żeby w następnej chwili podbiec do niej z ostrym kuchennym nożem w ręku. Na szczęście okazała się szybsza i już po chwili mierzyła do Uchihy z pistoletu. Celowała w serce, sama mając nóż niemal przy gardle.

— Kto pierwszy ten lepszy? A może przetestujemy naszą odwagę? – zaśmiał się, patrząc prosto w oczy. – No dalej, naciskając za spust wyświadczysz mi przysługę. Taką samą jaką ja wyświadczyłem im. 

Prawie ugięły się pod nią nogi. On się przyznał. On się po prostu kurwa przyznał. 

— Jeśli zrobiłeś coś Sakurze… 

— Ależ się uparła – jęknął znudzony. – Czemu miałbym skrzywdzić dziewczynę mojego brata? Ona mnie o to nie prosiła.

— Zabiłeś ich na prośbę? – spytała zszokowana. Pot zstąpił jej na czoło. To było tak surrealistyczne, że miała nadzieję na szybką pobudkę z tego koszmaru.

— Oczywiście, że tak – oznajmił tonem, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. – Próbowałem ci to wyłożyć, ale i tak nic nie zrozumiałaś.  

— Jesteś szaleńcem! – krzyknęła, dociskając lufę do klatki piersiowej mężczyzny. 

— Strzel – zachęcał. Sam odchylił się delikatnie i rzucił chwycony wcześniej nóż na kafelki. – Mojej prośby nie miał kto zrealizować.

Nie myśląc logicznie nacisnęła za spust.


***

Ino nie lubiła pożegnań. Stojąc na dworcu kolejowym, czuła się po prostu tragicznie. Miała ochotę rozbeczeć się niczym mała dziewczynka. Do tego wszystkiego bolał ją brzuch. W dorosłym życiu jednak nic nie było oczywiste, a tym bardziej łatwe. Ona musiała zostać tutaj, on musiał wracać do siebie. Normalne wydarzenie dziejące się codziennie na całym świecie. Mimo  brutalnych zasad życia, Ino nie chciała stać się częścią przedstawienia. Zacisnęła zęby. Powinna cieszyć się tym, że mają dla siebie jeszcze chwilę. Choćby parę minut. 

Nietypowość i ekscentryzm biły od niego na kilometr. Piaskowo bordowy płaszcz przykrywał teraz skrupulatnie czarną koszulę pod spodem. Czerwona czupryna raz za razem była targana przez mocny wiatr. W łunie zachodzącego słońca, jego postura przywodziła na myśl prawdziwego mieszkańca Pustyni. 

Kurwa, chyba jej odbiło przez te kilka tygodni. 

— Czas na mnie – powiedział, spoglądając na nią z rozmarzeniem. – Miło się razem pracowało, nie sądzisz? 

— Tak, zdecydowanie – uśmiechnęła się delikatnie. – Jesteś całkiem fajnym dziwakiem – prychnęła nerwowo. 

Gaara na szczęście zaśmiał się szczerze.

— Dzwoń, jakbyś potrzebowała mnie do jakiejś sprawy. Na pewno przyjadę. Mam nadzieję, że kolejnym razem pójdzie nam trochę sprawniej. 

— Będę dzwonić – obiecała. 

Po tych słowach nachylił się nad nią i pocałował. Czekała na to, chcąc za wszelką cenę utrzymać to wspomnienie. Za cholerę nie chciała płakać. Miał zbyt słodkie usta, żeby psuć wszystko słonymi łzami. 

— Twoje włosy w słońcu mają kolor piasku – wyznał, patrząc jej prosto w oczy. – Jak ja się kurwa cieszę, że miałaś pusty magazynek i możesz tu stać. – Przytulił ją ostatni raz, trochę mocniej. Bardziej desperacko. 

Niebawem jednak odjechał. 



Heeeej!
Bardzo się cieszę, że znów mogłam coś dla Was napisać. Tym razem miałam okazję sprawdzić się w czymś zupełnie nowym. Jednocześnie jest to zamówienie przyjęte od inne Autorki. Kochana dirtyplasmo, przepraszamy, że musiałaś czekać. Mam nadzieję, że zamówienie, które stworzyłam, zrekompensowało Ci choć trochę czas oczekiwania. Nie ukrywam, że stresuję się przed usłyszeniem opinii, ale zarazem niecierpliwie na nią czekam. 
Buziaki dla Was <3 

4 komentarze:

  1. AAAaAaaAaAa

    Lacia, mordo, jak ja się cieszę, że przejęłaś to zamówienie. Wyszło Ci po prostu genialnie. Zajebiście. Cudownie. I ja się rozpływam (wyjątkowo nie od upału) czytając to.

    Leciałam przez tekst z zapartym tchem. Po pierwsze z każdym kolejnym tekstem widzę jak rozpisujesz się i rozwijasz swój styl. To-jest-super. Uwielbiam świat rzeczywisty, który tworzysz. Wrzucasz tu tak cudne kąski, małe hinty dla czytelnika. Hidan jako psychopata, Pain jako piercer. "maska" Garry. Wielkie klany i ich biznesy, które widać w codziennym zachowaniu nastolatków (a przecież każdego opisałaś słownie jednym zdaniem) i niezwykłe umiejętności Ino opisane w pierwszym akapicie! Jaaak jaaa to kooocham.

    No i kryminał. Gatunek, którego nie czytam, a już na pewno nie piszę, wyszedł Ci nieziemsko. Było wodzenie za nos, lekka tajemnica. Atmosfera śledztwa, która mnie absolutnie pochłonęła. Każdą scenę widziałam oczami wyobraźni. Każde zachowanie postaci było dla mnie absolutnie wyraźne. W TYM ITACZKE ŻRĄCY LODY ja już wiedziałam, że to on, przysięgam. To absolutnie psychopatyczne w swojej pozytywności.

    Romans też wyszedł Ci ciekawie. Szkoda, że było go tak mało, ale myślę, że większa ilość mogłaby tu zaburzyć całą historię. Kreacja Gaary jest barrrdzo ciekawa. Niecodzienna i niesamowicie realistyczna. Podobała mi się niezmiesko, wraz z połączeniem wybuchowej Ino, którą równie super przedstawiłaś. W końcu była to profesjonalistka, lekko dziewczęca i nadal może delikatnie kochliwa, ale przede wszystkim oddana pracy, stanowcza i fachowa.

    No i wisienka na torcie czyli Hidan. Nasz cudowny psychopata i jashinista. Jego charakter, znów lekko odmienny ale jakże pasujący do całej sytuacji! To jak mówił do Ino KRÓLOWO zmiotło mnie absolutnie. Takiego banana na ryju nie miałam dawno. Oj nie.

    Czy muszę coś jeszcze pisać? Nie wiem. Kocham te zamówienie i ficzek. Kocham to jak go wykonałaś i muszę MUSZĘ bo się uduszę, wymyślić coś równie ciekawego, żebyś mogła dla mnie napisać coś równie niesamowitego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ci za komentarz. Jak zwykle jesteś szybka niczym błyskawica ❤️

      Tyle cudownych słów na swój temat już dawno się nie naczytałam xD Ogromnie się cieszę, że mimo iż świat realny to nie mój konik, to jednak udało się mi jakoś spiąć wszystko w całość. Muszę przyznać, że po tych kilku razach, gdzie pisałam w innym uniwersum niż ninja, zaczynam się powoli, powoli przekonywać. Mimo wszystko wiadomo - oryginalne Naruto na zawsze w serduszku i raczej nic tego nie zmieni.
      Przeczytałać o tym, że mój styl się rozwija i piszę coraz lepiej, to już w ogóle niezła płakówa. Bardzo polepszyłaś mi dzisiaj dzień.

      Dawanie smaczków i nawiązań do oryginału, to coś, co lubię najbardziej w tej pracy mówiąc szczerze. No i splatanie ich z innymi uniwersami, to coś, co zajmuje dużo czasu i niejednokrotnie wydłuża mój pobyt pod prysznicem xD Kocham nawiązania i skojarzenia. Nie mogłabym żyć bez tego, więc moje historie, zawsze będą miały ich multum. To mogę obiecać.

      Nigdy wcześniej nie pisałam kryminału, choć je lubię, więc miło dostać feedbeck, że się udało. Widzisz, żeby wodzić za nos, nie można napisać nic krótkiego, ostrzegałam, że się nie da hahaha :D Co do mordercy, to może nie dawałam na niego poszlak, ale szczerze mówiąc, można to wydedukować, kiedy ma się świadomość mojej miłości do kanonu.

      Co do Gaary i Ino to muszę przyznać, że zastanawiałam się czy nie dać jeszcze kilku scen z nimi. Ale po pierwsze zadecydowanie miłej pisało mi się ten kryminał. Nie chciałam, żeby mi się to rozjechało. No i długość w pewnym momencie zaczęła być imponująca. Jakbym rozbudowała jeszcze tę relację, to ustanowiłabym chyba nowy rekord długości u siebie, a czas się kurczył nieubłaganie. Może gdyby nie te wakacje po drodze, to bym się bardziej spięła ze wszystkim xD
      Nie miałam takiego ciśnienia też, bo zamawiająca podkreśliła, że mogą stać się dla siebie kimkolwiek. Posłuchałam więc własnego przeczucia.

      Hidan to miłość w każdym ficzku i każdej postaci. Ja nie wiem, czy tutaj potrzeba więcej słów. Arc z nim i Kakuzu to złoto platyna i diamenty.

      A wymyślaj ile chcesz. Zniosę naprawdę wiele :D każde nowe zamówienie to przypływ radości. Dużo później dopiero człowiek się męczy xD
      Dziękuję za komentarz raz jeszcze

      Usuń
  2. Dobra, w końcu przybywam, aby skomentować. Przepraszam, że tak długo to trwało, a przyznaje się, że już wcześniej przeczytałam tą historię. :c

    Bardzo przyjemna opowieść i nie odczułam, abyś miała jakąś niechęć do świata rzeczywistego w uniwersum Naruto ^.^ Historia ciekawa, spójna, tajemnicza. Motyw kasety bardzo interesujący.

    Ino jako policjantka bardzo mi pasuje, choć znając jej postać prędzej bym się skłaniała do psychologa czy kogoś takiego, a tutaj miłe zaskoczenie. :-)

    Gaara jako detektyw jest tutaj bardzo intrygujący. Myślę, że mogłabym go takiego zaakceptować, polubić, a nawet przytulić :D zdecydowanie jest tutaj moją ulubioną postacią. Tajemniczy, inteligentny, trochę gburowaty? Ale jednak przyciąga uwagę.

    Pojawił się Hidan i moje serduszko szybciej zabiło. Choć pewnie jak większość osób po opisie fanatyka religijnego obstawiałaby jego, to chyba jakaś podświadomość sugerowała mi, że to byłoby zbyt banalne no i proszę. Cieszę się, że nie poszłaś na łatwiznę :D

    A jeszcze bardziej serduszko mi zabiło na widok postaci Itachiego. Itaś bardzo pasował do tego wszystkiego. Tylko nie za bardzo wiem, albo może wypieram ze świadomości, czy on tutaj jest zło-dobrym charakterem i wybawcą, który przyszedł z pomocą, czy po prostu to była dla niego zabawa. Ach no, jednak cieszę się, że to był on.

    Podsumowując: Podziękowania dla Ciebie za tą historię, przejęcie jej i napisanie oraz dla Dirtyplasmy za zamówienie. Bo przyjemnie mi się to wszystko czytało <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ogromnie, że znów zajrzałaś na naszego bloga <3 Bardzo miło widzieć znów znajomy nick. Dziękuję za wszystkie słowa, to ogromnie motywuje :D

      Zawsze staram się jak najbardziej trzymać treści zamówień. Muszę więc przyznać, że świat rzeczywisty wraz z motywem kasety nie był moim pomysłem, tylko zamawiającej. Mimo wszystko super usłyszeć, że świat rzeczywisty mi wyszedł. Z początku zawsze czuję się w nim zagubiona, choć wiadomo, wyzwań się nie boję ^^

      Gaara i Hidan to miłość bezsprzeczna. Całkowicie się podpisuje pod dobrymi słowami o nich. Cieszę się, że mogłam w końcu coś napisać, w czym występują oboje. Jestem strasznie kochliwa jeśli chodzi o boyów z Naruto, nic nie poradzę xD

      Długo zastanawiałam się, kogo wziąć na mordercę. Ostatecznie Hidan okazał się faktycznie zbyt prostym wyborem. Trzeba było troszeczkę namieszać. A wiadomo im więcej szczegółów tym dłuższy tekst. Nie będę udawać, że prosto było to napisać. Tym mocniej się cieszę, że według Ciebie podołałam :D

      Itachi Itachi... Co do jego motywów, pozostawiam całkość do Twojej interpretacji. W kanonie Itachi również budzi sprzeczne emocje. Zależało mi na oddaniu tego. Zabawa, przykry obowiązek, litość? Co najbardziej do Ciebie przemawia? Każdy może mieć swoje własne zdanie, dlatego pisanie oraz czytanie są tak mega super :D

      To ja Ci ogromnie DZIĘKUJĘ, bo jestem tu dla Was. Ściskam i do zobaczenia pod innymi tekstami! <3

      Usuń

Wena żreć coś musi — jeśli czytasz, to doceń naszą prace i skomentuj!